Życie jest za krótkie na koronkowe majtki


Lifestyle / sobota, Czerwiec 30th, 2018

Kiedy ostatnio spotkałam się z określeniem “therapy clothes” w myślach głośno krzyknęłam “bingo!”. Od dawna nie mogłam bowiem znaleźć dla siebie miejsca w świecie mody, chociaż od czasów liceum mój styl nie zmienił się zbyt widocznie. Od czasu gdy jako 18-latka osiągnęłam szczyt swojej kobiecości, kupując dwie pary szpilek i torebkę, zdążyłam wyluzować i przestać opierać swoją pewność siebie na tym, jak wysoko nad ziemią są moje kostki. Stałam się jednocześnie niewidoczna jako target dla producentów odzieży. A tu nagle ktoś wymyśla hasło “terapeutyczne ubrania” i w końcu nie jestem sama!

O co chodzi?

O ubrania, w których czujemy się od stóp do głów przytuleni. W których jest nam wygodnie, które nie są wymuszone, w których stajemy się tą najbardziej naturalną wersją siebie. Dla mnie to zawsze było wyzwanie: znaleźć strój, który będzie wyrażał mnie z całym moim zamiłowaniem do swobody, porządku i prostoty i w którym jednocześnie naprawdę będę czuła się swobodnie.

Mój związek z ubraniami

Jak już wspominałam wielokrotnie: mam zaburzenia lękowe. Bywają dni, kiedy nie wychodzę z domu, bo tylko pod kołdrą czuję się mniej-więcej-bezpieczna. Bywają jednak dni, kiedy z jakichś wyższych powodów muszę to zrobić. Ubrania są wtedy moją najgrubszą i najcieplejszą “osłoną przed światem”. W wygodnym, bawełnianym dresie na pewno przetrwam zajęcia, a w grubej, puchowej kurtce całą zimę.

Po drugie, jako nastoletnie dziewczę miałam zaburzenia odżywiania (zaburzenia: gotta catch ‘em all!) i byłam w stanie chodzić tylko w spodniach, które mnie nie opinały w choćby najmniejszym stopniu. Z jedzeniem problemów już nie mam, ale wciąż preferuję luźniejsze ubrania.

Po trzecie, uważam, że życie jest wystarczająco problematyczne i nie należy sobie go utrudniać, nosząc niewygodne buty, wbijające się w skórę majtki czy cokolwiek, na co trzeba specjalnie uważać przy każdej czynności (np. cienkie rajstopy).

Moja definicja

Wygodnie
5. source 6. source

Luźno, miękko, wygodnie

Jeśli buty, to tylko takie, w których da się biec sprintem na pociąg i w kilku skokach pokonać ruchome schody na dworcu. To jest test ostateczny. Jeśli spodnie, to tylko takie z kieszeniami, aby móc nosić w nich najnowszy smartfon o krytycznie dużej przekątnej i wkładać w nie nonszalancko ręce, kiedy udajemy, że wcale nam nie zależy.
Bonus: konieczność noszenia dowodu, kiedy chcesz kupić martini w supermarkecie.

Ciepła zima
1,2. source 4. source 5. source 6. source

Ciepło, cieplej, wełna

Wychodzę z założenia, że nie ma zimą niczego seksowniejszego od wełnianych swetrów i zakrytych kostek. Może jedynie puchowe kurtki, wełniane płaszcze, ciepłe czapki, rękawiczki i długie, grube skarpetki. Przy polskiej zimie najlepiej nie troskać się jednak tym trudnym wyborem i po prostu założyć na siebie wszystko jednocześnie.

Bonus: mniej pieniędzy wydanych na gripex + zaoszczędzony czas na staniu w kolejce do lekarza

Hidden power
1. Szafa Sztywniary 3. source 5. source

Ukryty power

Zdarzyło mi się w życiu zarządzać kilkoma większymi projektami, mówić grupie oddanych podwładnych współpracowników, co robimy oraz stać przed widownią i opowiadać o tym, jak genialnie (i wcale nie z opóźnieniami) wszystko idzie. Początkowo, sugerując się zasadami power dressingu i wszystkimi korpo-business-smart-formal-attire, starałam się wyglądać jak lider i tuptać na wysokich szpilach jak lider. Z czasem doszłam jednak do wniosku, że ludzie bardziej ufają mi, kiedy stoję przed nimi w dresie niż kiedy muszą mnie asekurować na schodach. I że dopóki wygląda się „jak człowiek”, to większe znaczenie ma barwa głosu, pewność siebie i zapewnienie wszystkich, że póki ty jesteś u steru, to damy radę.

Bonus: na samą myśl o pójściu do pracy nie chce się umrzeć aż tak bardzo

Bokserki rocks!

Bawełniane bokserki rządzą

Tytuł wpisu był inspirowany postem Aniamaluje i choć sam tytuł sugeruje coś przeciwnego, to z postem Ani również się w pełni zgadzam. Chociaż kiedy ja chcę czuć się jak królowa życia, to wkładam moje ukochane bokserki z kotkami. 🙂

Natomiast do samego wpisu zainspirował mnie moment, w którym spróbowałam zacząć chodzić na siłownię i zaobserwowałam (zupełnym przypadkiem), że wszystkie inne babki – królowe korpo i wyciskania na klacie – paradują po świecie w cieniutkich koronkowych stringach. Następnego dnia prowadziłam pod rękę moją zataczającą się współlokatorkę – zdeterminową, aby dotrzeć do opery w wysokich szpilkach. Natomiast ostatniego wieczoru mój facet obserwował z konsternacją, jak próbuję przez pół godziny zmyć z twarzy mój super-waterproof-niezniszczalny eyeliner. I wtedy w mojej głowie pojawiło się to rewolucyjne, niecierpiące zwłoki pytanie: dlaczego my to sobie robimy?