Jak przetrwać naprawdę ciężkie studia


psychika, studia / wtorek, Styczeń 29th, 2019


Słyszałam już wiele razy, że wystarczy się regularnie uczyć, stosować metody efektywnej nauki przed sesją i sprytnie dobierać materiał. „Wystarczy” to może nie jest adekwatne słowo – jestem świadoma, że przyswojenie odpowiednich technik i wyrobienie konsekwencji to długa i trudna przygoda. Nie jestem na pewno specjalistką od regularnej nauki, czytania podręczników i robienia notatek. Jeśli tego wymagają twoje studia, to pomoc znajdziesz w wielu lepszych miejscach.


Są jednak takie kierunki, które są po prostu obiektywnie cholernie trudne (a nawet jeśli wydaje ci się, że są takie tylko dla ciebie – wciąż nie umniejsza to twoich problemów i starań). Świat nie jest różową bańką, w której za ciężką pracę czeka cię nagroda. Szczególnie świat akademicki.
Są egzaminy, na które po prostu nie da się nigdy w pełni przygotować, bo zadania na nich są zbyt nieprzewidywalne. Są takie, które poza jako takim przyswojeniem materiału wymagają też dobrej pamięci i wysokiej zdolności szybkiego łączenia różnych zależności. Nie każdy je posiada, nie każdy musi je posiadać, brak któregoś z nich nie czyni cię debilem.
Są takie programy studiów, na których fizycznie po prostu brakuje czasu, żeby się do wszystkiego przygotować. Dobre zarządzanie czasem – bla bla bla – najpierw trzeba mieć czym zarządzać. Jeśli od 7 do 18 jesteś na zajęciach lub w dojazdach, a wieczorami i weekendami robisz projekty na zaliczenie, to te kilka wolnych godzin w tygodniu nie wykorzystasz „produktywnie i przyszłościowo”, tylko pójdziesz spać lub ratować resztki swojej psychiki z serialem. To jest okej.


Ustalmy więc jedno na początku: studia często nie są fair. Na niektóre być może wystarczą konkretne triki i podpowiedzi ludzi z wyższych lat. Często potrzeba jeszcze szczęścia, kilku warunków, życzliwych znajomych i dobrej sytuacji materialnej. Umówmy się – to nie są sprawiedliwe wymagania.

source

A więc:

jak przetrwać studia, zachowując minimalną chęć do życia i resztki godności?

Wymagania to możliwość, nie obowiązek

Każda uczelnia, pisząc wymagania koniecznie do ukończenia danego kierunku, ma w głowie jakiegoś przykładnego, wzorowego studenta. Nasze rodzime uczelnie (a i na zachodzie wiele lepiej podobno nie jest) nie są zbyt dobre w docenianiu indywidualności. Kiedy oblewasz kolosa, raczej nikogo nie obchodzi, że są inne tematy, w których sprawdzasz się doskonale. Nie pozwól jednak, aby ciebie też to przestało obchodzić. Program studiów to nie przepis na życie, oceny to nie wyznacznik twojej wartości. Nie pozwól, aby szalenie wysokie akademickie progi stały się choć na chwilę kryterium, w jakim oceniasz samą/samego siebie.

Miej coś poza studiami

W chwilach kryzysu zawsze wraca do mnie ten tekst Ani o filarach, na których budujemy życie. Jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, to praktyka jest prosta: jeśli całe twoje życie kręci się wokół przetrwania na studiach, to w chwili porażki nic ci z życia nie zostanie. Nie karm depresji – miej też prywatne zainteresowania i aktywności.
Ja spory boost psychiczny zaliczyłam po rozpoczęciu pracy i powrocie do chóru. Praca była związana z moim kierunkiem i nie była szczególnie wymagająca, ale przekonałam się, że umiem coś zrobić, ktoś jest w stanie dać mi za to pieniądze i – przede wszystkim – że poza akademickim światkiem istnieje wiele innych systemów, z innymi wartościami, w których można się odnaleźć.

Rozmawiaj

Drugą rzeczą, która pomogła mi wyrwać się z uniwersyteckiego stresu, były rozmowy z ludźmi z podobnymi doświadczeniami. Poznałam ludzi, którzy skończyli mój kierunek, którzy go rzucili, którzy powtarzają go po raz kolejny rok w cichej nadziei dostąpienia kiedyś zaszczytu bycia licencjatem. Guess what? Każda z tych osób jakoś przeżyła, ma się dobrze, wyniosła różne wspomnienia – dobre i złe – z czasów studiów. Nie jesteś sam/a.

Dbaj o siebie

Na początku studiów słyszysz pewnie z wielu stron, że oto czas na samodzielność. Musisz sam/a zadbać o pamiętanie o kartkówkach, oddawanie zadań i załatwianie spraw w dziekanacie. Co jest jednak ważniejsze: musisz też samodzielnie zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Nikt nie powie ci w środku semestru: hej, Kasia, widzę, że to już za trudne dla ciebie w tej chwili, potrzebujesz więcej czasu na przyswojenie. Słyszysz pewnie jedynie: kolokwium za 2 tygodnie, egzamin za 4. I niestety jest to twoja odpowiedzialność, żeby zatroszczyć się o siebie i stwierdzić, że nie dajesz rady. Że potrzebujesz przerwy, odetchnąć, może spróbować za rok, może nigdy. I to wszystko jest okej. Dbaj o siebie, sprawdzaj regularnie, czy jeszcze jakoś wytrzymujesz.

Oprócz tego:

Nie porównuj się z innymi – w szczególności z internetem

Każda uczelnia ma swoje zasady, każdy kierunek jest inny, każdy prowadzący miewa swoje widzimisię. Każda osoba z twojego kierunku ma też inny background, inne zdolności i inne możliwości intelektualne. Być może twoim znajomym koncepty algebry boolowskiej wchodzą jak nóż w masło, ale to nie znaczy, że TY jesteś gorszą osobą. To, że potrzebujesz czasu, wysiłku, więcej skupienia nie czyni cię w żaden sposób mniej wartościowym człowiekiem. Kropka.

Internet to zdradliwe miejsce, które z chęcią będzie rozpościerać przed tobą wizję sukcesu, który musisz sobie wyobrazić i do którego potrzeba TYLKO twojej ciężkiej pracy (i ewentualnie kursu autor(a/ki) bloga dostępnego w przedsprzedaży). Nie daj sobie wmówić, że to takie proste i jeśli ci nie wychodzi, to znaczy, że coś z tobą jest nie tak. To nieprawda.

I w końcu: uważaj na siebie. Depresja u studentów IS A THING. Masa ludzi odpada ze studiów przez problemy zdrowotne (w tym ja), bo uniwersytet to rzadko miejsce, które troszczy się o takie błahostki jak psychika studenta. To żadna hańba ani żaden wstyd nie dać rady. Nie znam twojej historii, ale jeśli twoja mama i piesek kochają cię teraz, to myślę, że będą też po tym, jak oblejesz anatomię, mechanikę płynów, wstęp do programowania czy co tam masz do zaliczenia.

Spokojnie. Będzie dobrze. Życie toczy się dalej. 😉